Troje Świadków

Siedzę w samolocie do Polski. Jesteśmy już po starcie i nabraniu wysokości, samolot z jednostajnym szumem silników przebija się przez otaczające chmury. Wysłuchałem instrukcji jak się zachować w razie alarmu, przeglądnąłem wszystkie pokładowe reklamówki i biuletyny, czekając na pierwszy pokładowy posiłek próbuję się nieco zdrzemnąć. Nie udaje się.  
Dobiegają mnie fragmenty rozmowy na sąsiednich siedzeniach, słyszę słowa w tych warunkach dość niezwykłe: różaniec, Matka Boża, tajemnice ... . Mimo woli nasłuchuję i powoli zaczynam się orientować w sytuacji. Starsza, elegancko wyglądająca pani, powiedzmy na oko około dziesięć  lat starsza ode mnie, wyciągnęła z torebki różaniec i zaczęła go odmawiać przesuwając w palcach paciorki. Zaciekawiło to siedzącą obok młodą osobę, może dwudziesto-paru letnią dziewczynę, która przyznała, że wiele razy nazwa różaniec obijała się jej o uszy, nawet w kościele, ale nie ma pojęcia o co w tym chodzi i co to jest. Chętnie posłucha. Zaczęła się sesja instruktażowa, z wdzięcznością przyjęta przez „uczennicę”.

I oto kilka moich spostrzeżeń: ta starsza pani, nie mając wcale takiego zamiaru, ani o tym nie myśląc, stała się niejako misjonarką – nauczycielką jakże przez nas cenionej modlitwy; wobec tej młodej osoby stała się świadkiem, jak to od pewnego czasu lubimy określać. Pobudziła też mnie do refleksji o moim własnym zachowaniu – czy potrafił bym w publicznym miejscu, w otoczeniu zupełnie nie kościelnym, nie modlitewnym, wyjąć różaniec i modlić się na nim? Ta starsza pani była więc świadkiem nie tylko wobec siedzącej obok młodej osoby, ale też wobec mnie samego, starego chłopa.

Scena w samolocie przypomniała mi też inne zdarzenia o podobnym charakterze, których byłem świadkiem. Niegdyś, z potrzeby chwili, zaangażowałem się jako kierowca autobusu szkolnego. Byłem w biurze firmy, gdy podszedł do mnie jakiś nowy kierowca z prośbą o wskazanie stron świata, bo on ma teraz swój czas modłów i powinien być zwrócony twarzą ku wschodowi. To przykład muzułmanina. Następny przykład, tym razem Żyda – na jakimś lotnisku czekałem na swój samolot, obserwując innych pasażerów. Zatrzymałem wzrok na stojącym koło filara mężczyźnie, który dość rytmicznie lekko się pochylał i prostował. Uroda i strój „starozakonny”.  Modlił się w środku lotniskowej hali pełnej ludzi.

Trzy religie, troje świadków. Nie sądzę, by oni sami zdawali sobie sprawę z tego, że świadczą.

JuR      styczeń 2013

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje uwagi