Konsekrowana Hostia

Pojawił się w internecie apel-protest domagający się wycofania ze sprzedaży książki dla dzieci, w której zawarta jest historia budząca sprzeciw osób wierzących w Bóstwo Chrystusa. http://www.citizengo.org/pl/pr/33509-opis-profanacji-najswietszego-sakramentu-w-popularnej-ksiazce-dla-dzieciNie czytałem tej książeczki, mając jednak zaufanie do autorów protestu, podpisałem. Mam jednak w związku z tą sprawą pewne refleksje, wykraczające poza sam protest.
Na początku zacytuję co napisali autorzy protestu:
<< Hostia, początkowo schowana przez dziecko w kieszeni, po zdeptaniu przykleja się do podeszwy buta, z której bohaterka zdrapuje pozostałości Najświętszego Sakramentu kawałkiem papieru, aby ostatecznie wyrzucić je na śmietnik. Historia jest ujęta w lekkim, dziecinnym stylu, przepełnionym śmiechem i pozornym szacunkiem dla Najświętszego Sakramentu. W rozdziale pt. „Gdzie jest Bóg?” można przeczytać „Popchnęłam więc przyjaciółkę trochę na bok i nagle Baranek Boży upadł na podłogę.” oraz „Gdzie jest hostia? – zapytała szeptem Luiza – Pod moim butem – odparłam cicho i nagle obie wybuchnęłyśmy śmiechem.”, jak również „Bałam się stąpać, bo przy każdym kroku Ciało Chrystusa stawało się coraz bardziej płaskie” i „… zdjęłam prawy but, żeby sprawdzić, co zostało z Baranka Bożego”. Ostatecznie „Później zawinęłyśmy pozostałość hostii w chusteczkę higieniczną i wyrzuciłyśmy do kosza na śmieci, który stał na placu zabaw.”>>

Zwróciło moją uwagę zdanie w proteście mówiące o pozornym szacunku dla Najświętszego Sakramentu. Pytanie: czy w intencji autorki opowieści było podkreślenie po dziecinnemu wyrażonego niepokoju i niepewności jak się zachować w takiej sytuacji, czy też rzeczywiście ukryty zamiar dewaluowania szacunku dla Sakramentu. Tutaj dochodzę do moich wątpliwości. Do właściwego zachowania się w sytuacji niecodziennej, ale rzeczywiście występującej. Do możliwości złych intencji nie odnoszę się, bo temu już posłużył protest.

Otóż nawet przyjmując tę pierwszą możliwość, istotnie sposób przedstawienia rozwiązania sprawy jest bardzo niewłaściwy. Działając w dobrych intencjach autorka powinna była zasięgnąć rady osoby duchownej, jak w takim przypadku należałoby postąpić, bo przecież sytuacja upuszczenia hostii nie jest taka nieprawdopodobna, zwłaszcza teraz, gdy popularne jest przyjmowanie na rękę (sam kilka razy widziałem jak Opłatek wypadł z ręki szafarza). Często obserwuję w kościołach nie tylko dzieci, ale osoby dorosłe, które naprawdę bardzo niedbałym ruchem wrzucają opłatek do ust już po odejściu od księdza, w drodze powrotnej na swoje miejsce. Czy wszyscy my, dorośli, wiemy jak należałoby się w takiej sytuacji zachować? Czy dzieci w ramach katechezy są też na to uczulane w właściwy dla wieku sposób?

Protestujmy, oczywiście, to nasz obowiązek. Pamiętajmy jednak, że samymi protestami niewiele zbudujemy. Potrzebne jest wyjście naprzeciw, aktywność Ku, a nie tylko Przeciw. Czasy znacznie różne od tych z przed dziesiątek lat, ale kto wie jak rynek by przyjął np. wznowienie powieści Amicisa, adresowanych też do dzieci, ale promujących dobro i szacunek dla wartości. W mojej wiekowej już głowie kołaczą się jakieś wspomnienia o specjalnych zabiegach jakie ksiądz powinien podjąć w podobnej sytuacji, nie wiem, czy to nadal aktualne, i czy obejmuje też zdarzenia bez udziału księdza, gdy np. ktoś dostaje Komunię by zanieść Ją osobie chorej w domu? Czy w sprawie informacji o właściwym zachowaniu nie warto by skierować jakiegoś listu np. do episkopatu?

JuR      15 marca 2016

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje uwagi