Kryzys czy konsekwencja?

Pytanie wszechobecne: dokąd zmierzamy? – my jako ludzkość, zwłaszcza tzw. Świata Zachodniego. Pytanie coraz bardziej natarczywe w obliczu narastającej przemocy na wszystkich poziomach życia społecznego, od rodziny po działania międzynarodowe; w obliczu kryzysu ekonomicznego o zasięgu globalnym; wobec zmasowanego ataku na
rodzinę, małżeństwo i prawa rodziców do wychowywania swych dzieci zgodnie z wyznawanymi zasadami.
Czy z tego ślepego zaułka poprawności politycznej, kwestionującej wszelkie zasady moralne i etyczne regulujące życie jednostek i całych społeczeństw, nie ma już wyjścia? Pisałem o tym ostatnio w notkach pt. ‘Dwa Orędzia’, ‘Analogia?’ i ‘Dokąd świat zmierza? Czy mamy wyjście?’.

Moim zdaniem wszelkie proponowane i podejmowane wysiłki ratowania sytuacji, zwłaszcza obecnie próby wyjścia z kryzysu ekonomicznego, pozostaną w sferze smarowania wrzodów maścią, zamiast leczenia przyczyn choroby. A ta  przyczyna jest dość jednomyślnie wskazywana przez różne światłe środowiska, nie tylko te inspirowane bezpośrednio religią -  jest nią głęboki kryzys wartości etycznych w życiu społecznym, w gospodarce i w polityce. Sięgając głębiej, jest nią odejście od Prawdy, od zasad, które chrześcijaństwo i judaizm zgodnie nazywają Dekalogiem, a które, wbrew wielu opiniom przeciwników, nie są wcale zbiorem surowych zakazów i nakazów, ograniczających naszą wolność, tylko czymś na kształt instrukcji postępowania tak, by uniknąć kłopotów i nieszczęść.

Wszystko dobrze, tyle tylko że ja, jako szeregowy obywatel, nie mam statusu polityka i nie mam ekonomicznej siły zdolnej kontrolować posunięcia polityków, więc oni i tak robią swoje. Cóż mi więc pozostaje? Schować się w kącie, nakryć głowę kołdrą i czekać? To do niczego nie doprowadzi. Modlić się i pozostawić sprawę Bogu? Właśnie tak, ale pod warunkiem, że dam Bogu mojąpomoc. Muszę, w sobie dostępny sposób i na swoim polu oddziaływania, przeciwstawiać się wszelkiemu złu jakie widzę. To jeszcze mało, to jest coś, co można by określić jako postawa bierna. Tutaj potrzebna teżjest postawa czynna – a więc aktywnie muszęczynićdobro i dawaćludziom takie dobro, jakie tylko potrafię. Dopiero wówczas mogępowiedzieć: Panie – reszta w Twoich rękach.

Na koniec pytam sam siebie: czy właśnie tak postępuję? Ileż mam w tej mierze uchybień! niemal co dzieńjakośsprzeniewierzam się tym zasadom. Ja, ty, on ... no i mamy kryzysy.

JuR         Marzec  2012

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje uwagi