Boża Hojność - jeszcze raz o chlebach i rybach

Parę lat temu pisałam jakie myśli nasunęły mi się przy czytaniu relacji św. Jana o cudownym nakarmieniu tłumu słuchającego Jezusa nad Jeziorem Tyberiadzkim (Jak to było z tymi chlebami i rybami, 16 Sierpień, 2008, http://www.polonianorth.ca/index.php?categoryid=51&p2_articleid=296). Dzisiejsze czytanie tego samego tekstu zwróciło moją uwagę na jeszcze jeden aspekt – na pozostałości po tych kilku chlebach i rybach.

Św. Jan pisze, iż gdy wszyscy już zjedli ile kto chciał, Jezus polecił uczniom: „Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów.”

Dlaczego mnie to zainteresowało? Otóż rozważam fakty:
  • było pięć tysięcy słuchaczy do nakarmienia
  • było 5 chlebów i dwie ryby
  • wszyscy zjedli do syta (ile kto chciał)
  • zostało dwanaście koszy ułomków
Jezus rozmnożył chleb, nakarmił głodnych. Ale karmiąc nie liczył ile komu potrzeba by nie padł z głodu. Nie, przeciwnie, dawał każdemu ile kto chciał. Nie ile kto potrzebował, ale ile kto chciał. I jeszcze zostało. Lecz to co zostało kazał zebrać „aby nic nie zginęło”, aby się nie zmarnowało.

Lekcja dla nas:
  • Bóg jest w stanie zapewnić z nadmiarem żywność całej ludzkości, nie musimy sztucznymi metodami ograniczać przyrostu z obawy o przeludnienie i spowodowany tym głód;
  • Jezus odmówił dziękczynienie – wyraził wdzięczność Ojcu Niebieskiemu za te dary, którymi mógł dysponować;
  • Jezus rozdawał wszystkim, nie wybiórczo jednym bardzo dużo, innym nic albo bardzo mało; nasz świat wprowadził w tej mierze kolosalne dysproporcje (bogata Północ, biedne Południe);
  • Jezus dał polecenie i przykład roztropnego gospodarowania dobrami – kazał zebrać ułomki aby się nic nie zmarnowało. Jak my gospodarujemy dobrami, które mamy do dyspozycji? Ile ich marnujemy? – żywności, surowców, wytworów naszej i cudzej pracy ...
Na koniec wracam do początku relacji o cudzie: otóż Jezus najpierw pyta ucznia co zrobić, jak tych ludzi nakarmić. Nie o to, co oni sami będą jedli. Nakłania go do myślenia nie tylko o sobie, ale o wszystkich, o całym „wielkim tłumie”.   

JuR         Kwiecień 2012

2 komentarze:

  1. Jurku
    Serdecznie dziekuje za refleksje.
    Najwyższy czas, abym linka do Twojego bloga dołączyła do mojej linkowni.
    Przepraszam, Ciebie za moją opieszałość.
    Serdecznie pozdrawiam
    barka

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko to o czym piszą ewangeliści, odnosi się do czasów ostatecznych i jest przekazywane w postaci przypowieści. Nauka wypływa z tego jedna, że należy pozostać sobą aż do końca i nie wolno dać się nakłonić na pozorne dobrodziejstwa tego świata.
    Lecz do tego potrzebna jest wiara. Mocna i silna wiara, nie taka jak tych, którzy w niego zwątpili bo powiedział, że daje na pokarm swoje ciało. Przecież to oczywiste, że nie będziemy jeść jego ciała. On karmić nas będzie bólem i cierpieniem ciała biczowanego, kopanego, ukrzyżowanego człowieka. Czy jesteście w stanie to pojąć. Czy jesteście w stanie złożyć w ofierze swoje cierpienie dla niego? O to jest prawdziwy pokarm waszego życia. To jest pokarm takich ludzi jak Maksymilian Maria Kolbe, Jerzy Popiełuszko, Stefan Wyszyński, Karol Wojtyła, Andrzej Bobola i wielu innych, którzy trwają w wierze.

    OdpowiedzUsuń

Twoje uwagi