Jedną z nich miałem właśnie dzisiaj podczas czytania relacji o tym, jak Jezus ukazał się uczniom zebranym w wieczerniku i rozprawiającym o zdarzeniu w drodze do Emaus (Łk 24,35-48). Wiem, że to co dalej napiszę nie jest żadną rewelacją, od dwóch tysięcy lat pokolenia chrześcijan tym żyją i to powtarzają, aż wstyd, że do mnie tak jasno i wyraźnie dotarło to dopiero dziś, po trzech czwartych wieku od kiedy mnie ksiądz święconą wodą na chrzcie polewał.
Prawda o ciał zmartwychwstaniu, o tym, że Chrystus prawdziwie zmartwychwstał w ciele. Ukazywał się swoim nie jako duch ubrany w ludzką szatę, ale jako istota prawdziwie cielesna, chociaż to Ciało miało właściwości dla nas, ludzi, zgoła niezrozumiałe. Święty Łukasz cytuje słowa Chrystusa: „Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Zobaczyli Jego ręce, nogi, Jego całego. I jadł w ich obecności pieczoną rybę. Duchy nie jedzą pieczonych ryb, a On jadł. Był więc naprawdę „cielesny”, Jego ciało rzeczywiście zmartwychwstało. Jak to możliwe, że ja wcześniej tych słów nie rozumiałem jako oczywistego dowodu, a tyle razy je słyszałem i czytałem.
Teraz jednak pojawiły się nowe pytania, na które chyba nie znajdę odpowiedzi zanim sam tego nie doświadczę: czym się te nasze zmartwychwastałe ciała będą przez całą wieczność odżywiały, skoro „tam i wówczas” jagnię będzie się bezpiecznie pasło koło lwa, a życie będzie wieczne, więc nie będziemy mogli tego jagnięcia upiec na rożnie.
JuR kwiecień 2012
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoje uwagi