***
Gdy przyjechałem do Kanady spotkałem się z tym, że w kościołach komunię rozdają świeccy szafarze, i że większość wiernych bierze komunię na rękę. Z rozdawaniem przez świeckich szafarzy spotkałem się już poprzednio, gdy byłem pierwszy raz u Wojtka z wizytą i akurat w tym czasie odbywała się wizyta Papieża. Na mszy polowej odprawianej przez Papieża w Ottawie dziesiątki szafarzy weszło z komunią między zgromadzone tłumy. Ale wówczas traktowałem to jako coś wyjątkowego, z uwagi na olbrzymią liczbę uczestników mszy. Teraz zorientowałem się, że jest to tutaj powszechna praktyka. Ale właściwie teraz dopiero dotarło do mnie, że komunia brana jest przez wiernych na rękę. Było to dla mnie coś niezwykłego, graniczącego wręcz z profanacją. Ale za pierwszym razem gdy szedłem w kolejce i wszyscy przede mną wysuwali ręce bałem się, że postępując inaczej nie dostanę. Więc ja też podsunąłem dłoń. Ale przeżycie było tak silne, że skłoniło mnie do dodatkowej modlitwy, którą potem zapisałem.
***
Wciąż pod wrażeniem tego co zrobił, wrócił do ławki i chwilę siedział nie wiedząc co dalej. Potem odchylił podnóżek, ukląkł, schował twarz w dłoniach i zaczął rozmyślać. Nawet nie szeptem, nie poruszając wargami, nie w myślach, ale gdzieś w głębi siebie mówił:
Panie Boże. Po raz pierwszy w mym życiu miałem Ciebie w moich własnych dłoniach. Trzymałem Cię w mych rękach. Proszę Cię Panie Boże, pomóż mi by te ręce, które Cię trzymały nie zbrukały się żadnym grzechem. Nie były dla mnie przyczyną zguby, ale przez kontakt z Twoim Ciałem nabrały mocy czynienia tylko dobra.
Zaniosłem Cię do ust. Uświęć, Panie, te usta i ten język. By były one źródłem tylko dobrych słów. By nie wyszło z nich nigdy żadne złe słowo. Bym przez te usta i język potrafił czynić dobrze i szerzyć Twoje królestwo tu na ziemi.
Stałeś mi się pokarmem. Ta materialna substancja którą połykam przenika do mojego organizmu. Odżywia krew, serce, mózg. Spraw, by to serce znało tylko dobre uczucia i tylko dobrem kierowało się w życiu. I by w tym mózgu odżywionym Twoim Ciałem rodziły się dobre myśli. By nigdy ten rozum nie obrócił się przeciwko komukolwiek, a zwłaszcza przeciwko Tobie.
Przeszedłeś Panie Boże przez moje ręce i usta i odżywiłeś mój mózg. Pomóż mi abym mógł dzięki temu myślą, słowem i uczynkiem pełnić Twą wolę.
To było coś z czym się jeszcze nigdy nie spotkał. Swoje czterdzieści parę lat przeżył w Polsce, przywykł do tego, że komunię podaje kapłan wprost do ust, że przyjmuje się ją na klęcząco. W pamięci pojawiły się czytane niegdyś wspomnienia o którymś z arcybiskupów lwowskich, z czasów Lwowa jeszcze polskiego, który gdy na powitanie klepał swego bratanka po policzku zawsze czynił to mając dwa pierwsze palce zwarte, klepał trzema pozostałymi. Mówił, że te dwa pierwsze palce trzymają przy ołtarzu Hostię więc nie można ich zbrukać czymś tak pospolitym. A tutaj, zaraz na pierwszej mszy na której był zaledwie kilka dni po przylocie do Kanady zobaczył kolejkę ludzi idących do komunii i każda z osób wysuwała rękę po opłatek, by potem samodzielnie zanieść go do ust. Jakby tego było mało, to nie ksiądz, a jakaś osoba świecka i to kobieta podawała komunię po tej stronie kościoła.
Stanął w kolejce, patrzył, posuwał się za poprzednikiem z coraz większą rozterką i do końca nie był pewien co zrobić. Bił się z myślami, ale przeważał lęk, że gdyby postąpił inaczej niż wszyscy, gdyby otworzył usta i wysunął język, a nie podstawił rękę, to by nie dostał komunii.
W ostatniej chwili, stojąc już oko w oko z szafarką, nie było wyjścia. Jakoś niezdarnie, ale tak jak podpatrzył u innych wysunął rękę.
JuR 1986
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoje uwagi