Połowa Wielkiego Postu

Połowa Wielkiego Postu, czas pomyśleć jak ten okres spędziłem, jak zrealizowałem swoje postanowienia, co dalej - czy pójdę na rekolekcje, czy w końcu chociaż jeden raz odprawię Drogę Krzyżową? 

Zadając sobie te pytania myślami krążyłem głównie wokół postanowień nazwijmy to biernych - a więc zaczynających się od frazy “nie będę...”. Dopiero w dalszej kolejności było coś aktywnego -  “pójdę ..”, “odprawię ...”. Tu się zatrzymałem. Przy tym “odprawię ...”, oczywiście mowa o Drodze Krzyżowej, coś mnie zatrzymało. Na 14 tradycyjnych stacji patrzyłem zwykle jako na ciąg męki, w czasie której wydobyło się całe ludzkie okrucieństwo inicjatorów, wykonawców i świadków wyroku. Po ludzku patrząc, bez światła nadziei na jakiekolwiek dobro, które mogło by się tam ujawnić.

A przecież to zwykłe, ludzkie dobro też się tam dokonywało. Była Weronika, współczująca i samorzutnie spiesząca z gestem miłosierdzia, był Szymon z Cyreny, wprawdzie przymuszony, ale  w trakcie drogi wewnętrznie przemieniany, był łotr wiszący obok, bezsilny, ale bodaj słowem wyrażający całą dziejącą się niesprawiedliwość, był Jozef, członek Wysokiej Rady, ktory poprosił o Ciało, i oddał Mu swój własny grób. Były też niewiasty, które swym płaczem wyrażały współczucie, one nie zdobyły się jednak na żaden czynny gest.

Czy moje rozważania Drogi Krzyżowej nie przypominają czasem postawy tych niewiast. Raz w roku obchodzę czternaście wyróżnionych punktów na ścianie kościoła, coś tam medytuję, próbuje, na ogół bez powodzenia, wzbudzić w sobie współczucie i żal, a potem wracam do codzienności i właściwie nic się nie zmieniło. Może było by dobrze nie tylko współczuć, nie tylko unikać zła – tego “nie bedę ...” -  ale też pójść za przykładem Weroniki i zdobyć się na jakąś dobrą aktywność. Już teraz, nie czekając na specjalne okazje; czynić dobro takie, jakie w danych okolicznościach jestem w stanie, ale z lenistwa czy innych pobudek nie czynię.

Przecież Chrystus nie cierpiał męki po to, by mnie zachęcić do samobiczowania, ale za to, że nauczał jak dobrze żyć. A dobrze żyć to znaczy czynić dobro – nie tylko o dobru mówić, ale je naprawdę całym sobą realizować. Jeśli tak będę postępował, to, przynajmniej w moim życiu, droga od Ogrodu Oliwnego po Kalwarię nie będzie zmarnowana.

Wypić jedną kawę mniej w tygodniu, a tego dolara za nią dać na dobry cel w kościele, albo, gdy już się od tej kawy nie mogę powstrzymać, wypić ją, ale jednocześnie do skarbonki kościelnej wrzucić jej równowartość. To taki malutki pierwszy kroczek od postanowienia biernego (nie wypić) do aktywnego – dać do skarbonki dla kogoś kto nie ma. Post i jałmużna; bierne przechodzi w czynne.

JuR      Wielki Post 2013




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje uwagi