Ewangeliści piszą o kilku zamachach na Jezusa. Słuchacze chcą Go ukamienować. Raz w Nazarecie po mowie w synagodze, potem dwa razy w świątyni jerozolimskiej. Za każdym razem nie był to jeden czy dwóch rozdrażnionych słuchaczy, którym stosunkowo łatwo umknąć, ale cały tłum. Przed tłumem uciec nie jest łatwo, otacza ze wszystkich stron, napiera, blokuje drogę, nawet już wyprowadza za miasto na skraj góry, by Go strącić. Mimo to Jezus uchodzi cało. Jak to było możliwe? to pytanie od dawna mnie nurtuje. Gdyby towarzyszyły temu jakieś szczególne znaki, z całą pewnością były by zanotowane. A tu po prostu „przeszedł między nimi i oddalił się”, „ukrył się i wyszedł ze świątyni”, „uszedł z ich rąk”. Gdzieś, nie pamiętam już gdzie, trafiłem na sugestię, że w krytycznych momentach zmieniał swój wygląd i w taki sposób mylił prześladowców. Może, nie mnie się na ten temat wypowiadać. Niemniej, jeśli za kimś też chodzi podobne pytanie, to polecam wspaniałe retro-fiction – opowiastkę jak to było w świątyni: „PRÓBAUKAMIENOWANIA JEZUSA” http://www.malinski.pl/?inc=read&id=1150
JuR kwiecień 2013
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoje uwagi