Takie dziwne miejsce

Kaszuby, Wilno, Baraki, Stodoła, Katedra Pod Sosnami, obozy Bałtyk, Wigry, ... . Chyba niewielu jest Polaków w okolicach Toronto, Ottawy i Montrealu, którym te nazwy nic by nie mówiły. To Polskie Kaszuby, miejsce dla naszej polonijnej społeczności jedyne w swoim rodzaju.
To tu przyjeżdża się na wakacje, na Thanks Giving, na grzyby i na ryby, tutaj jezioro otoczone jest polskimi cottages, a drogi i ulice oznaczone są polskimi nazwiskami.

Znacznie mniej znane jest miejsce szczególne, a leżące tuż obok, przez miedzę z tymi obozami i letniskami, w Combermere, w dolinie rzeki Madawaska. Gdy lat temu kilkadziesiąt znalazłem się w Kanadzie, bywałem przez poznanych Polaków zapraszany do ich cottage na Kaszubach. Opowiadali mi jak ten cały obszar został przez Polaków zasiedlony i zagospodarowany, jak powstała nazwa Kaszuby, nieco historii pierwszych wojennych i powojennych imigrantów, co nieco o miejscowości Wilno, która powstała w oparciu o polską imigrację z drugiej połowy XIX stulecia. Wspomnieli też, że niedaleko jest takie dziwne miejsce, że mieszkają tam sympatyczni ludzie w dość prosty sposób, uprawiają jakieś ziółka i jarzynki, mają sklepik ze starociami. Nie wzbudziło to we mnie specjalnego zainteresowania, zwłaszcza, że nie mając własnego środka lokomocji i tak byłem zdany na to, dokąd sami mnie zawiozą.

Po latach dopiero poznałem bliżej to „dziwne miejsce, z ziółkami i sklepikiem pełnym staroci”, i naprawdę przypadło mi ono do serca. To Madonna House, Świecki Apostolat, założony w roku 1947 przez rosyjską arystokratkę (podobno z odległymi polskimi korzeniami), uciekinierkę przed październikową rewolucją. Został zatwierdzony przez prawo kanoniczne i podlega lokalnej diecezji jako Świeckie Stowarzyszenie Wiernych. Konsekrowane osoby świeckie, mężczyźni i kobiety, oraz księża, starają się wcielać w życie nauki Chrystusa żyjąc skromnie, tworząc atmosferę miłości i zrozumienia, służąc potrzebującym swoją nigdy nie narzucającą się, ale zawsze otwartą obecnością. Główny ośrodek jest właśnie tutaj, w Combermere, ale są domy terenowe w kilkudziesięciu miejscach w świecie, nawet w Rosji. Łącznie Madonna House liczy ponad 200 stałych członków świeckich i księży, i ponad stu księży i biskupów „associate”.  Ci ludzie pochodzą z przeróżnych rejonów świata, z różnych kultur i języków, z wielorakich środowisk społecznych. Różnią się wiekiem, charakterami i talentami, ale mają jedno wspólne dążenie: służba Bogu poprzez życie skromne, nastawione na służbę bliźnim, zgodnie z ich „Małą Regułą”. Pielęgnują duchowość opartą na wzorze Świętej Rodziny z Nazaretu.

Niesłychanie trudno jest odpowiedzieć na pytanie co to jest ten Madonna House, jeszcze trudniej laikowi to
zrozumieć. Sama założycielka M.H., Katarzyna Doherty, na to pytanie odpowiadała: „Co to jest Madonna House? Otóż to jest rzecz bardzo prosta. To są otwarte drzwi. To jest kubek herbaty albo filiżanka kawy. To jest zaproszenie do pracy dla wspólnego dobra. To jest miejsce gościnności, miejsce, w którym każdy jest przyjmowany nie na podstawie wykształcenia, talentów, czy czegokolwiek innego. Człowiek jest tam przyjmowany po prostu jako człowiek, i jest darzony miłością”.

Tutaj codzienne życie jest podporządkowane mottu: „Spełniaj swoje najmniejsze, rutynowe obowiązki z największą starannością, z miłości do Boga”. Katarzyna pytana jak rozpoznać wolę Bożą w różnych okolicznościach odpowiadała: "wykonaj doskonale obowiązek chwili (duty of the moment) - to jest Boża wola w stosunku do ciebie".

Katarzyna Doherty zmarła w roku 1985, trwa jej proces beatyfikacyjny, obecnie przysługuje jej tytuł “Służebnicy Bożej”. A założone przez nią „dziwne miejsce” - Madonna House - jak się okazuje jest ludziom potrzebne, rozwija się i wciąż ma nowe powolania, i z nowych obszarów dochodzą prośby biskupów o otwarcie takiego domu na terenie ich diecezji.

JuR      kwiecień 2013

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje uwagi