Modli się pod figurą

Wchodzimy do kościoła, jest za dwadzieścia jedenasta, Msza zaczyna się o jedenastej. W ławkach już sporo ludzi, ale siedzą luźno, jak komu popadło, jeszcze drugie tyle się zmieści bez wielkiego upychania. Niektórzy klęczą odmawiając różaniec, inni wertują aktualny biuletyn kościelny, inni po prostu siedzą i czekają.
Lustrujemy wzrokiem szukając dla siebie miejsca – o tutaj kilka osób siedzi tak, że gdy się nieco przesuną będziemy mogli z żoną być razem. Wchodzimy  do ławki, dwie osoby bez słowa nas przepuszczają, podciągając tylko kolana by ułatwić przejście, dochodzimy do kobiety z różańcem przewiniętym między palcami, obok niej na łace leży jej torebka i jakiś element garderoby. Prosimy by się nieco przesunęła w lewo, bo miejsca jest akurat na osobę i pół po każdej jej stronie. Z wielkim ociąganiem i wyraźną dezaprobatą przysunęła torebkę bliżej siebie. Miejsca nadal ociupinkę za mało jak na dwie osoby, niepotrzebnie za dużo jak na jedną. Prosimy jeszcze raz. Tym razem ruszyła o parę centymetrów kolanami na klęczniku. Po jej przeciwnej stronie miejsca nadal z pewnym nadmiarem jak na jedną dobrze zbudowaną osobę. Nie nalegamy dalej, siadamy ściśnieni, przytuleni do siebie jak narzeczeni w parku. Dopiero w czasie Mszy, przy kolejnym wstawaniu i siadaniu udało mi się wymusić na niej usunięcie torebki, co już dało mi nieco swobody oddychania.

Msza się skończyła, ksiądz z asystą wyszedł, chór umilkł, ludzie też wychodzą. W kilku ławkach widzę jak cała kolejka stoi czekając, a jedna albo dwie osoby z brzegu ławki klęczą i ani myślą przepuścić.

Nie jedyna to Msza w czasie której obserwuję takie zachowania. Po Mszy spotykamy znajomego, rozmowę zaczyna od utyskiwania na niemal to samo, czego myśmy właśnie doświadczyli.

Czy mieści się to w kategoriach miłości bliźniego czy nie? A może jest wśród nas tylu mistyków, którzy zatopieni w modlitwie nie odczują nawet palącego dotyku płomienia świecy? Nie wiem, ale przypomina mi się czasem przysłowie „modli się pod figurą, a diabła ma za skórą”.

JuR      kwiecień 2013

1 komentarz:

  1. Dzekuje za uwage. Hociaz tu w Moldawii katolikow nie wiele i pelny kosciol bywa tylko w katerze kisziniowskiej na Msze w jezyku polskim i to nie czesto. A nasza parafia do niewelki kosciolek, przy centrum mlodiezowym Don Bosko. Mamy bardzo rodzinna atmosfere w naszym kosciele,

    OdpowiedzUsuń

Twoje uwagi