Pytanie wciąż powraca, wciąż aktualne i niepokojące. Jak ja odpowiadam na nie sam sobie?
Na początku Bóg powiedział do naszych Rodziców w ogrodzie Eden: „ ...Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz …”.
Po raz pierwszy pojawia się dobro i zło, przyzwolenie: możesz spożywać według upodobania i ostrzeżenie, że gdy ten jedyny zakaz przekroczysz, to niechybnie umrzesz. Tak było u samego początku.
Po raz pierwszy pojawia się dobro i zło, przyzwolenie: możesz spożywać według upodobania i ostrzeżenie, że gdy ten jedyny zakaz przekroczysz, to niechybnie umrzesz. Tak było u samego początku.
Człowiek dostał wolną rękę, został obdarzony wolną wolą – według upodobania, z jednym jedynym ostrzeżeniem a może zakazem – nie wchodź w moje kompetencje dotyczące dobra i zła. To moja domena i tylko Ja tutaj decyduję.
W moim rozumieniu od złamania tego jednego i jedynego zakazu, czy może ostrzeżenia, wzięło początek wszelkie zło, panujące aż do naszych czasów, i będące aż do skończenia świata. Bóg nie dopuszcza zła ani go nie zsyła. Bóg jest w tym jednym jedynym przypadku bezsilny, nie może nic uczynić. Na początku dał nam wolną wolę, a skoro jest Bogiem i ma być wiarygodnym (… Tyś jest Bogiem wiernym na wieczny czas .. , śpiewamy w pieśni eucharystycznej), nie może tego cofnąć. Możemy na tę drogę, na której jest ostrzeżenie: tego ci nie wolno, wkroczyć i nią iść, nie stoi u jej początku wartownik z bronią, ale na pewno kończy się ona ślepo, a może nawet urwiskiem, z którego spadniemy. Spadniemy nie dlatego, że Bóg nas zepchnął, tylko dlatego, że zignorowaliśmy ostrzeżenie.
Podobnie widzę Dekalog. Nie jest on katalogiem bezwzględnych nakazów i zakazów wydanych przez despotę, z myślą o tym jak by tu nam najbardziej uprzykrzyć życie (masz czynić to i to, nie wolno ci tego i tego). To znowu jest coś tak, jak z przepisami ruchu drogowego. Gdy je przekroczę i spowoduję wypadek lub wpadnę w inne tarapaty, to nie z winy przepisów i ustawodawcy, tylko z mojej własnej winy, bo zlekceważyłem reguły.
Tutaj też ujawnia się społeczny wymiar każdego zła, każdego grzechu, który zawsze oddziałuje nie tyko na sprawcę, ale w jakiś sposób na społeczność. Tak jak w wypadku samochodowym, poszkodowany jest nie tylko sam sprawca, ale włączone są w to w różny sposób inne osoby, albo jako niewinne ofiary, albo jako rodzina, czy chociażby jako służby porządkowe i ratownicze.
Wracam do pytania jak ja widzę: dlaczego Bóg dopuszcza zło? Otóż jestem przekonany że Bóg zła nie dopuszcza. Bóg je toleruje, bo nie może zaprzeczyć samemu sobie odbierając nam, albo ograniczając - co na to samo wychodzi - wolną wolę. Natomiast na pewno może w swej wszechmocy z każdego, nawet największego zła przez nas popełnionego, wyprowadzić jakieś dobro. Jak to robi, nie mam pojęcia, i nie zamierzam dociekać, ale że to robi, mamy niezliczone dowody od zarania historii ludzkości. Gdyby tego nie robił, już dawno by nas na tej ziemi nie było. I to nie Bóg by nas „wytępił”, tylko sami byśmy się wzajemnie pozjadali albo pozabijali. Ale tak naprawdę, to nie wiem jak to jest. Pocieszam się, że Hiob też nie wiedział, a mimo to wierzył i ufał Panu.
JuR Adwent 2015
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoje uwagi