Ciocia Stefa

Sobota, późne popołudnie. Dzwoni z Polski brat z wiadomością, że Ciocia Stefa odeszła. Mówi, że rano wstała, przy pomocy gosposi ubrała się i przygotowała do śniadania, a gdy gosposia odeszła do kuchni i wróciła ze śniadaniem, już Jej nie było. Myśląc o Niej, sięgam do notatki, którą zapisałem trzy lata temu, w ostatnią niedzielę adwentu roku 2009.
Dostała wówczas jakiegoś wylewu do brzucha i pogotowie zabrało Ją do szpitala parę dni przed Ich 73 rocznicą ślubu. Byliśmy przekonani że to już koniec. Okazało się, że jeszcze nie, że jeszcze ma coś przed sobą.

Czytam w tej notatce, że moją pierwszą myślą na wiadomość o szpitalu było podziękowanie Bogu za te wszystkie lata które Pan pozwolił Jej, a właściwie Im, przeżyć wspólnie, oraz za to wszystko co dali całej rodzinie, i co Ciocia czyniła również dla osób spoza rodziny. Były w tym lata kształtowane przez dom rodzinny, harcerstwo i Sodalicję Mariańską, i wspaniale zapowiadające się pierwsze wspólne - małżeńskie „lwowskie” lata przypadające tuż przed wojną, były lata wojenne pełne niebezpieczeństw i niepokojów o los męża najpierw w regularnym wojsku, później w AK, własny udział w ruchu oporu,  ucieczka ze Lwowa przed NKWD, lata powojenne i powolna stabilizacja w zupełnie nowym dla nich środowisku na Śląsku, znowu stały, wieloletni niepokój o męża, bo jako były członek ruchu oporu był narażony na aresztowanie i szykany przez UB, była opieka nad Rodzicami (moimi dziadkami), było dziecko, potem wnuki i prawnuki.

I teraz, gdy Jej już nie ma, rodzi się następna myśl, że to nie jest definitywne rozstanie, rozstają się tylko nasze cielesne powłoki, a to co w nas jest naprawdę „nami” trwa, i nadal jesteśmy w wzajemnej łączności, chociaż w zgiełku świata tak rzadko ją naprawdę wyczuwamy. Kościół stale nas o tym uczy, ale to tak trudno do nas dociera gdy sami żegnamy bliskich. Świętych obcowanie jest jednym z artykułów naszej wiary. Wyznajemy je przecież na początku każdej Mszy Świętej. Moja Mama często mówiła, że czuje bliski kontakt ze swoją ukochaną dawno zmarłą babcią. Dziś, gdy Ciocia odeszła, pomyślałem że właśnie jest już razem ze swoimi rodzicami, z siostrą i bratem, i pewnie stamtąd razem patrzą na nas i na sobie wiadomy sposób starają się ukoić smutek swoich pozostawionych tutaj bliskich.  Bo ten smutek jest, jest bardzo naturalny, i świadczy o tym, że było nam razem dobrze, i że przez długi czas będziemy czuli że Jej brakuje.

Jurek, 2 czerwca 2012

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje uwagi