Pisałem już kilka razy na ten temat, np. To Tylko moja sprawa (styczeń 2012); Jeszcze raz o udziale w Mszy Świętej (październik 2010), W kościelnej ławce (2007), wciąż jednak nasuwają się nowe refleksje.
Jest cały szereg sytuacji i zachowań wiernych, które wprawdzie nie naruszają sacrum miejsca, ale mogą powodować wątpliwości „po obydwu stronach ołtarza” co do ich dopuszczalności i właściwych granic. Tym wątpliwościom towarzyszy pytanie o treść i formę w jakiej księża powinni kierować wyczuciem wiernych. Do niniejszych rozważań pobudzily mnie dwa zdarzenia z mojego kościoła parafialnego, obydwa z udziałem tego samego księdza, oraz dość powszechnie spotykany ostatnio zwyczaj oklasków i śpiewów „sto lat” w kościołach polsko-języcznych, czy ich odpowiedników w kościołach anglo-języcznych.
Zdarzenia, które przywołałem tytułem przykładu były następujące:
Zdarzenie pierwsze: w czasie kazania siedząca w tyle kościoła jakaś osoba zwróciła się szeptem do sąsiadki, ta jej odpowiedziała. Nie znam treści rozmowy, ale wiem, bo przy tym byłem, że ksiądz, nawiasem mówiąc stosunkowo młody wiekiem, wskazując palcem na osobę odpowiadającą, w bardzo niegrzeczny sposób zganił ją. Po Mszy ta osoba, zupełnie mi obca, spontanicznie się żaliła jak ksiądz mógł ją tak potraktować.
Zdarzenie drugie: Msza św zamówiona przez nas (moją żonę i mnie) w intencji rocznicowej. Przychodzą na nią osoby znające się, ale mieszkające w różnych oddalonych od siebie dzielnicach miasta i nie spotykające się zbyt często. Siadając w ławce obok już tam będących, krótko się z nimi witają, nie robiąc przy tym żadnego szumu czy zamieszania. Ksiądz, ten sam co poprzednio, zaczyna Mszę od bardzo nieprzyjemnej reprymendy, udzielonej publicznie osobom, które z racji wieku należą do pokolenia jego rodziców.
Rozważam różne aspekty i różne spojrzenia na te dwa przykłady.
Kościół jest miejscem świętym, ale jest domem Ojca. W domu mego ojca (moich rodziców) nie czuję się skrępowany powitaniem kogoś, kto do tego domu przychodzi. Nie będę oczywiście w tym domu zachowywał się nieprzyzwoicie, ale przywitanie się w tym domu z kimś, kto przybył do niego chwilę przede mną nie budzi zastrzeżeń.
Częścią liturgi mszalnej jest przekazanie sobie znaku pokoju. Odbywa się to w tymże samym Domu Ojca. Czy może być rzeczą zdrożną przywitanie się z kimś, a więc też w pewnym sensie przekazanie sobie znaku pokoju, jeszcze przed tym „oficjalnym”, nakazanym liturgią?
Kościół jest miejscem, w którym w sposób szczególny przebywa Chrystus i Jemu należy poświęcić uwagę. Tak, ale ten sam Chrystus był na weselu w Kanie. Czy mogę sobie wyobrazić, że oczekiwał On od uczestników wesela absolutnego skoncentrowania uwagi na sobie, przy całkowitym zaniechaniu jakichkolwiek zachowań właściwych dla stosunków międzyludzkich? Czy mogę sobie wyobrazić, że uczniowie w obecności Chrystusa, zarówno przed jak i po zmartwychwstaniu, nie wymieniali między sobą żadnych słów czy znaków wzajemnej więzi? Chrystus niejednokrotnie ganił zachowanie ludzi, ale ganił ich za złą wolę, za brak wzajemnej miłości, ale nigdy za okazywanie sobie wzajemnie dobrych uczuć.
Mogę zrozumieć, że ksiądz jest zatroskany o zachowanie ludzi w kościele właściwe świętości tego miejsca. Ale na Mszę przychodzą naogół wierni świadomi gdzie są i nawet jeśli ksiądz uzna, że ich zachowanie wymaga korekty, powinien to uczynić w sposób kulturalny. Można dość ostro skarcić dziecko, ale nawet to należy czynić z wyczuciem i taktem. Natomiast publiczne ostre karcenie osób dorosłych za zachowanie, które trudno nazwać bez wątpienia nagannym jest niedopuszczalne. Mam podstawy twierdzić, że w tym drugim przytoczonym tutaj przykładzie ksiądz zniechęcił kilka osób nie do Kościoła jako takiego, ale do tej konkretnej parafii, w której on posługuje.
Od jakiegoś czasu przyjął się zwyczaj oklasków w kościele. Oklaskuje się powitanie nowego księdza, rocznicę kogoś z zespołu duszpasterskiego i pomocniczego, wystąpienie członka jakiegoś zespołu działającego przy parafii, śpiewa się „sto lat”. Wszystko to dzieje się w czasie Mszy św. za przyzwoleniem, a często nawet zachętą księdza. Te zachowania są w swej istocie nakierowane na człowieka, a nie bezpośrednio i wyłącznie na Chrystusa. Dlaczego więc są dopuszczalne a przywitanie się z sąsiadem w ławce już nie?
JuR Lipiec 2012
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoje uwagi