Mieszkam w Kanadzie, tu jeszcze nikt z naszych bliskich nie spoczął, nie mamy tu żadnego bliskiego grobu. Myśl biegnie więc tam, gdzie oni są - rodzina moja i żony; nie sięgam daleko wstecz, zaledwie dwa – trzy pokolenia, o których pamięć w rodzinie jest jeszcze żywa. Groby rozproszone po różnych zakątkach byłej Rzeczypospolitej: Podole, Lwów, Warszawa, Zakopane, Morawy, Kraków, Katowice, Opolszczyzna. Tam pozostali, tam są pochowani. Ale czy oni naprawdę tam pozostali? Tam pozostały już tylko prochy z ich ciał. A oni – gdzie są Oni? Gdzie są ci wszyscy nasi święci? Nie ci kanonizowani, nie tacy z obrazków, ale święci z racji chrztu, który niegdyś wprowadził ich w krąg Ludu Wybranego, Królewskiego Kapłaństwa, Narodu Świętego, uczynił z nich Szczególną Własność Boga, jak pisze Apostoł Piotr. Gdzie Oni są? Nie ich ciała tylko ONI. Bo to ICH mamy w tych dniach wspominać, ICH odwiedzać, o NICH pamiętać, nie o ich dawno nie istniejących ciałach.
Dlaczego pytam gdzie ONI są? Oni są przecież tu, koło nas, z nami. Wierzę w świętych obcowanie, więc wierzę i wiem – powinienem wiedzieć - że oni są stale obecni w naszym życiu, że je widzą, że tak jak my wstawiamy się u Pana w ich intencji, tak oni wstawiają się za nami. To właśnie jest obcowanie, takie życie ze świadomością, że ten ktoś jest przy mnie, zna moje troski i radości, zawsze myśli o mym dobru i zabiega o nie, każdej chwili jest gotów mi pomóc. A jednak w tych dniach myśli biegną do miejsc spoczynku ich ciał, do znanych cmentarzy i grobów. Tu gdzie mieszkamy nie ma zwyczaju odwiedzania cmentarzy w tych dniach listopadowych, brak nam bardzo tej jedynej w ciągu roku atmosfery nasyconej zapachem palących się świeczek i zniczy, z dala widocznej poświaty od nich bijącej, krzątaniny wokół grobów, nawet tych grobów zapomnianych, na których ktoś litościwy zapalił opuszczonej duszy samotną świeczkę. To prawda, że większość naszych dawnych, w Kraju, spotkań przy grobach sprowadzała się do króciutkiej chwili własnej modlitwy, a reszta czasu to było wspólne milczenie, albo rozmowy nie wiele mające wspólnego z istotą tych dni. Mimo to czuło się, wisiał w powietrzu i otaczał wszystko wokół, jakiś specyficzny nastrój powagi i refleksji. Tego wszystkiego nam brak.
Nasi księża, świadomi tych braków, organizują w niedziele najbliższe 1-go listopada wspólne modlitwy na cmentarzach, na których istnieją większe kwatery grobów polskich. One wprawdzie nie zastąpią tego, czego nam tak bardzo brak, ale przypominają o naszych zmarłych i dają impuls do chwili zadumy. Bez tego, zabiegani codziennością, zupełnie byśmy ich wymazali z pamięci. Tak po trochu zaniechując naszych polskich zwyczajów i tradycji i zapominając o przodkach, stalibyśmy się wkrótce istotami „z nikąd” – bez korzeni, bez własnej tożsamości i kultury, takimi amebami rzucanymi przez prądy. A za kilka czy kilkanaście lat nasze dzieci nawet by nie potrafiły odpowiedzieć sobie samym na pytanie kim są i skąd się wzięły. Lata temu Norwid pisał: „Ojczyzna to ziemia i groby”. Taka wspólna modlitwa za wszystkich zmarłych, w tym jednym dniu w roku, daje nam świeży oddech naszej pierwszej ziemskiej Ojczyzny.
JuR październik/listopad 2012
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoje uwagi