Listopadowe Myśli - Pamięci Naszych Rodziców

Nie ma już tutaj z nami, na Ziemi, naszych rodziców. Odeszli, wypełnili swoje zadanie i Pan ich odwołał. Teraz my jesteśmy blisko czoła kolejki, a ta pozycja, wraz z atmosferą miesiąca listopada, wprowadzają w czas wspominania i refleksji nad istotą życia.

Patrzę ma moich rodziców i widzę u nich od wczesnej młodości przejawiane zaangażowanie w czynienie dobra. Z wspomnień mojej Mamy wiem, iż charyzmat pracy dla drugich sięga czasów Jej dzieciństwa, (Jej ojciec też był społecznikiem) i lat gimnazjalnych. Była aktywną harcerką, jej drużyna inicjowała wiele działań na rzecz odrodzonej właśnie po I wojnie Polski, jej miasta Lwowa, i poszczególnych ludzi, zwłaszcza chorych i samotnych. Lata międzywojenne, wojna i czasy powojenne to dalszy ciąg tego społecznego podejścia. Taką aktywność na rzecz drugich, z niemal zupełnym zapomnieniem o sobie samej, przejawiała do ostatniej chwili. W jednym z jej zapisków znalazłem taką notatkę: nigdy nie zrobiłaś wiele / póki nie zrobisz czegoś wartościowego. Będąc już w podeszłym wieku i niemal nie wychodząc z domu nadal organizowała przeróżne akcje pomocy dla Polaków pozostałych na Wschodzie. Ojciec w młodości ministrant, członek Sodalicji Mariańskiej, w czasie wojny jak mógł, wykorzystywał swoją zawodową pozycję do pomocy znajomym i nieznajomym. Lata powojenne to troska o czterech synów, którym trzeba zapewnić właściwe wychowanie i start życiowy. Później stałe współdziałanie z Mamą w jej społecznych inicjatywach. Ja sam niejednokrotnie odczuwałem nawet pewną zazdrość o to zainteresowanie „na zewnątrz rodziny” zamiast ku swoim najbliższym, jak obserwowałem to wśród wielu znajomych, nakierowanych całym jestestwem jedynie na swoją własną rodzinę. Myślę, że moi bracia podobnie, chociaż tego nie mówili.

Wspominam Teściową. W momencie wkroczenia Niemców do Lwowa teść, pracownik Politechniki Lwowskiej, był w okolicach Warszawy, tam później zginął on sam i jego matka. Została sama z dwójką małych dzieci. Do mieszkania wkracza niemiecki oficer. Po chwili nakazuje, by w ciągu dwóch godzin stawiła się w komendzie. Te dwie godziny dostała od niego w prezencie na uratowanie siebie i dzieci. Nie wiemy jaką cenę on sam za to zapłacił, ale pokazał, że w każdym narodzie są ludzie dobrzy, potrafiący czynić dobro niezależnie od okoliczności. Po wojnie sama z tą dwójką dzieci i własną matką wychowuje i kształci dzieci, utrzymuje dom, mieszkając w te cztery osoby w dwóch mini-pokoikach, z łazienką pełniącą też funkcję kuchni, na drugim końcu długiego korytarza. Wyszła z domu przed wojną zamożnego, teraz przez lata niemal pozbawiona własnego życia na rzecz tych pozostałych bliskich. Od kiedy ją poznałem, zawsze była pogodna, nie słyszałem od niej słów potępiania kogo kolwiek.

Życiu moich rodziców od wczesnego dzieciństwa towarzyszyła modlitwa, a głęboka wiara kierowała ich codziennym postępowaniem i inspirowała do ustawicznego poszukiwania okazji do dobrych uczynków. To określenie dobry uczynek w ciągu mojego własnego życia jakoś stopniowo zanikało, jakby ze wstydem wycofywało się z codziennego języka i czasem tylko pojawiało się w pobliżu konfesjonału. A tymczasem dobry uczynek jest tym, bez czego nasza wiara jest bezwartościowa – "wiara bez uczynków martwa jest". Mama i Tato, Teściowa, niemiecki oficer, swym życiem pokazali nam, że ten dobry uczynek może wyparty został z naszego słownictwa, ale w swej treści nic nie stracił na znaczeniu, że można go świadczyć w każdych okolicznościach, w każdej kondycji fizycznej i finansowej.

W swych listach do nas Mama pisała (czasem cytowała, nie wiem skąd):
Serce sercu serce daje
Serce w sercu niech zostaje
Serce serce o to prosi
Niech to serce w sercu nosi

Sama będąc w podeszłych latach bardzo głęboko odczuwała potrzeby innych starszych osób
i jak tylko mogła wybiegała im naprzeciw. Gdy nie mogła inaczej to bodaj telefonowała by rozproszyć na chwilę ich osamotnienie. Przytoczę na koniec wiersz, który tez nam przysłała ku pamięci:
Nie tylko chleba starszym ludziom potrzeba, nie tylko chleba
Ale miłości od dzieci potrzeba
Nie tylko opieką należy otoczyć ich stare lata, Nie tylko opieką
Ale otrzeć te oczy smutne gdy łzy z nich ciekną
Gdyby tak dzieci o tym wiedziały, gdyby wiedziały
To by im z serca okruch miłości choć czasem dały.

"Czy uświadomiliście sobie jaki jest sens waszego życia? Czego Bóg żąda od każdego z nas? Jakimi metodami osiągniemy cel, który Bóg nam wyznaczył?"

Miłość bliźniego – nie fizyczna jej strona  - ale ta miłość, która musi być czysta, bezinteresowna w najwyższym stopniu. Taka miłość otworzy nam drogę ku prawdziwemu Życiu.

JuR                  koniec października 2012

 (ten sam tekst również na stronie Polonii North)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje uwagi