Prośba o modlitwę o powołania, o wpisanie się na listę rodziny modlitewnej w sprawie powołań. Po kościele rozważania o tym kazaniu i o modlitwie proszącej. Jak to właściwie jest, przecież to Pan Bóg powołuje, Pan Bóg ma swój plan, nie potrzebuje naszego podpowiadania co nam potrzebne, bo sam o tym wie.
× Chrystus nauczał, by w modlitwie nie być wielomównym, bo Ojciec wie czego potrzebujemy jeszcze zanim Go poprosimy.
× Ale też ten sam Chrystus w inny miejscu mówił „proście pana żniwa by wysłałrobotników”.
Wobec tego co - prosić czy nie prosić, powoła jeśli poprosimy, czy też jeśli nie poprosimy to nie będziemy mieli wogóle, albo będą „byle jacy”?
Już kiedyś rozwazałem sprawę modlitwy o pomoc komuś w potrzebie. Doszedłem do wniosku, że taka modlitwa oznacza, iż wiem o tej potrzebie bliźniego, a zatem powinno to być wezwaniem dla mnie samego, bym tej pomocy udzielił, a nie wysługiwał się Panem Bogiem. Jego mogę prosić o pomoc mnie, bym rozeznał prawidłowo jak mogę pomóc tej osobie i by mną w tym pokierował. Ale to najpierw JA muszę zrobić co w mojej mocy.
Teraz sprawa prośby wróciła w kontekście powołań. Nie tylko jak to jest z tą prośbą w modlitwie, pojawił się jeszcze jeden aspekt, obserwowany dość często w rozmowach wśród znajomych: <potrzeba nam dobrych księży>, i w ślad za tym, albo przy innych okazjach, o młodym człowieku, który rozważa swą drogę: <taki zdolny, mógłby zrobić karierę, zajść wysoko, a wybiera się na księdza (albo do zakonu)>.
Rozważam jako osoba świecka, laik, tłumaczę sobie językiem codziennym, bez odwoływania się do zawiłych dociekań teologicznych.
× Widzę to tak: modlitwa o powołania ma nam samym uświadomić tępotrzebę, nie tylko w sensie liczbowym – wiele powołań, ale teżw sensie jakościowym – dobrych księży, dobre osoby zakonne. Jeśli będziemy tego świadomi, to byćmoże nawet nasze nastawienie o którym wspomniałem – „taki zdolny a na księdza” teżsięchociażtrochęzmieni, może jużnie będziemy go tak żałowali że pójdzie za powołaniem. Może w rozmowach z młodymi ludźmi o ich przyszłości będziemy bodaj unikali tych zniechęcających opini, a może nawet zdobędziemy się na poparcie niepewnego zamiaru, a wówczas Pan dokona reszty. Mamy wolną wolę, na każdąsugestięze strony Pana możemy odpowiedziećtak lub nie, i Pan nas nie będzie przymuszał. Jeśli chcemy by Pan cośdla nas zrobił, to musimy naszą wolną wolę niejako oddać Panu do dyspozycji, by mógł z nią, albo w niej, działać. Wspierając czyjąśniedojrzałąjeszcze myśl o powołaniu, ułatwiamy temu komuśpoddanie Bogu swej woli.
× To mnie nie przekonuje. Wciąż niejasne. Przecież Pan Bóg gdy zechce, to znajdzie sposób, a jeśli nie chce, to i nasze modły nic nie wskórają.
× Znam z literatury wiele przypadków że księża przyznają iżich powołanie zrodziło sięw łonie rodziny, a nawet było przez rodziców, głównie matki, niemal wymodlone.
× Ale równie wielu przyznaje, że pochodzi z rodzin dalekich od religii, a również są takie, których rodzice będąc religijni, sprzeciwiali siępowołaniu (nie szukając daleko – S. Faustyna).
Prosić więc czy nie prosić? – myślę, że trzeba prosić, mimo iż nie rozumiemy. Na tym polega wiara, że nie wszystko da się zrozumieć. Wszystko zrozumiałe – to wiedza, a nie wiara.
A co zrobić, jeśli w jednej rodzinie zaistnieje między rodzicami rozbieżność co do własnego dziecka: poprzeć czy odradzić? Oto nowa kwestia dla własnego sumienia, myślę, że tem bardziej trzeba wówczas prosić Ducha Świętego o pomoc.
Taka modlitwa ma jeszcze jeden aspekt: uświadamia nam, jak bezgranicznie jesteśmy zależni od Pana. Wszystko, absolutnie wszystko co mamy i czym jesteśmy, pochodzi od Boga. Prosząc o coś, przyznajemy się sami przed sobą do tej zależności i zobowiązuje nas to tym samym do wdzięczności wyrażonej w dziękczynieniu.
JuR październik 2012
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoje uwagi