Patrząc z tej perspektywy na nasze małżeństwo chcę się skoncentrować na tym, co widzę u mojej żony, bo siebie trudno oceniać i nie być choć trochę stronniczym. Rok po roku, dzień po dniu, te same obowiązki wypełniające bez reszty czas i w pracy zawodowej i w domu. Praca zawodowa ma swoje reguły i wymagania, te znam z jej codziennych relacji; jak wygląda jej czas w domu wiem z własnych obserwacji, zresztą nie muszę tego opisywać, zna to każdy.
Czyż nie jest to wypełnieniem własnym życiem reguły miłości, o której mówil Chrystus: oddać życie swoje za innych. Całe życie, wszystkie myśli i prace poświęcone trosce o bliskich, a przy tym jeszcze serce otwarte na potrzeby obcych. Ileżcierpliwości i wysiłku potrzeba było, i nadal potrzeba, by znosićspokojnie a to przeróżne tarapaty z dziećmi, a to niestety częste przykre zachowania moje, tzn jej męża, a to nieuniknione zadrażnienia w szerszej rodzinie. Przy tym wszystkim wysiłek pokonywania własnych słabości charakteru. Właśnie teraz, obejmując myślą te wiele wspólnych lat widzę, jak kolosalną i niełatwą drogęprzebyliśmy razem i ile w tym zasługi właśnie Krystyny. Ile widzę w niej zmian z kochanego, ale nieco kanciasto-rogatego dwudziestoparolatka którego poznałem, do dziś. Jak głęboka w niej wiara. Pozbawiona emocji i egzaltacji, do tych nigdy nie byla zdolna, ale silna, trzymająca się podstaw. Przypomina mi się co Chrystus powiedział o Filipie, jeszcze zanim ten podszedł: „nie ma w nim fałszu”. Taka jest moja żona. Dla niej TAK znaczy TAK, NIE znaczy NIE, nie potrafi używać wykrętów, brzydzi się kłamstwem. Znają ją z tego wszyscy, którzy się z nią stykają, czy w pracy, czy w domu, czy w kręgach towarzyskich. Za to ją cenią, można mieć do niej zaufanie.
Czy to nie jest świętość życia? Świętośćzdobywana w warunkach takich, jakie niesie codzienne życie, do którego przecież zostaliśmy powołani rozkazem na początku dziejów: mnóżcie się, napełniajcie ziemię i czyńcie ją sobie poddaną. Mnóżcie się – to znaczy miejcie rodziny, żony, mężów, dzieci i wszystkie związane z tym radości i troski; czyńcie sobie ziemię poddaną, to znaczy roztropnie korzystajcie z jej zasobów, gospodarujcie, pracujcie. To jest nasza droga do świętości. Jest ona w oczywisty sposób inna niż np. droga Ojców Pustyni czy zakonników, ale świętość na niej osiągnięta nie jest bynajmniej mniej wartościowa. I tą drogą idzie moja żona, choć się buntuje gdy jej próbuję uświadomić że tak właśnie jest.
JuR listopad 2012
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoje uwagi