To biznes złapał wiatr i gna na całego. Byle szybciej, byle więcej sprzedać i zarobić. A ludzie omamieni reklamą nagromadzą to kolorowe barachło pod choinkami, a po kilku dniach światełka na choinkach zgasną, choinki pójdą do śmieci, a zawartość tych wszystkich paczek i paczuszek do piwnicy albo innego schowka rzeczy nieużytecznych. „Święta, święta i po świętach”. Na chwilę tylko, bo zaraz będzie nowy szał, chociażby pod hasłem św. Walentego.
Adwent – czas oczekiwania. Czemu on służy, czego w nim oczekujemy? Czego JA oczekuję? Nie jacyś anonimowi, bezkształtni MY, tylko konkretnie, wskazany palcem JA. Wygląda na to, że ja też w dużej mierze uległem temu powszechnemu praniu mózgów, chociaż u mnie na pierwszy plan wysuwa się spodziewana ciepła, rodzinna atmosfera świąt, a nie te obłędne zakupy. Tyle, że nie to jest teraz najważniejsze. Spotkania z bliskimi, wspólne kolędowanie, Pasterka, Nowy Rok. To nie jest złe, to wszystko są dobre i potrzebne aspekty by Święta były naprawdę świąteczne. Ale co to wszystko znaczy, skąd się to wzięło i czemu służy? Przecież u źródeł tych obchodów leży fakt sprzed dwóch tysiącleci, fakt umiejscowiony w czasie i geografii właśnie te dwadzieścia wieków temu, a jednocześnie wymykający się i przekraczający wszelkie nasze po ludzku zrozumiałe granice czasowo-przestrzenne, fakt w każdej chwili i w każdym miejscu dziejący się „tu i teraz”.
To właśnie ten fakt powinien być u mnie na pierwszym miejscu listy adwentowych oczekiwań i przeżyć. Choinka, światełka, prezenty i kolędy mają tylko ułatwiać mi zrozumienie i podkreślać całą radosną i niepojętą wagę tego jedynego zdarzenia. Mają mnie pobudzić i przynaglić do wchłonięcia całym sobą tej prawdy i pójścia za nią „na całego”, tak jak handel idzie na całego w swoich sprawach.
JuR Adwent 2012
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoje uwagi