W czasach Starego Testamentu nie do pomyślenia było by człowiek oglądał Boga, czy rozmawiał z Bogiem, twarzą w twarz. Biblia opisuje zaledwie dwie takie sytuacje: na początku dziejów pierwsi ludzie w Ogrodzie Eden, a potem Mojżesz na Górze Horeb i w Namiocie Spotkania. Po nim już nikt, nawet Eliasz mógł jedynie odczuć Boga przechodzącego obok, ale nie mógł Go zobaczyć.
Nadeszła pełnia czasu i narodził się Jezus – Bóg-Człowiek. Od tej chwili każdy zwykły człowiek mógł stykać się z Bogiem, oglądać Boga twarzą w twarz – Kto mnie widział, widział Ojca, powiedział Jezus w odpowiedzi na prośbę Filipa. Bo przecież Jezus to Bóg Wcielony w człowieka, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. Od pierwszego dnia w Betlejem ludzie spotykali Jezusa na co dzień, w najzwyklejszych życiowych sytuacjach. Tak więc już nie tylko niegdyś Mojżesz, ale teraz każdy, kto znalazł się w pobliżu Jezusa oglądał Boga twarzą w twarz, spotykał Boga. Widział Go na własne oczy, mógł Go dotknąć, zadawać Mu pytania i słuchać odpowiedzi. Prawda, oni nie zdawali sobie sprawy że widzą Boga, ale tak było.
No tak, ale to było dwa tysiące lat temu i skończyło się na Golgocie. A co teraz? Czy my możemy oglądać Boga tak jak oni? Możemy i oglądamy całkiem tak samo, a nawet lepiej, bo tamci jeszcze nie wiedzieli tego, co my już wiemy, że to naprawdę jest prawdziwy Bóg. My wiemy nie tylko, że to prawdziwy Bóg, ale też że pozostał z nami do końca czasów, że jest nadal z nami, i że w każdym z nas mieszka Jego Duch, mieszka On Sam. Widzimy Go twarzą w twarz, w każdej osobie napotkanej na naszej drodze: w domu, w szkole, na ulicy, w autobusie i w pracy. Chrystus–Bóg identyfikuje się z każdym z nas, z każdą ludzką istotą, nawet najmniejszą i najmniej znaczącą w tym świecie.
„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. To znaczy że nawet ten najmniejszy jest Chrystusem, jest Bogiem, którego spotykamy twarzą w twarz. I co z tego wynika? Jak się zachowujemy w tym spotkaniu? Niezależnie od tego jak zachowuje się spotkana osoba, bo ono może być różne, nawet bardzo odległe od tego, jak zachował by się Jezus. Ale jakie jest nasze zachowanie? Bo ta osoba sama w sobie jest godna najwyższego szacunku, w niej mieszka Chrystus, ona jest świątynią Ducha Bożego, jest Namiotem Spotkania mego z Bogiem.
„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. To znaczy że nawet ten najmniejszy jest Chrystusem, jest Bogiem, którego spotykamy twarzą w twarz. I co z tego wynika? Jak się zachowujemy w tym spotkaniu? Niezależnie od tego jak zachowuje się spotkana osoba, bo ono może być różne, nawet bardzo odległe od tego, jak zachował by się Jezus. Ale jakie jest nasze zachowanie? Bo ta osoba sama w sobie jest godna najwyższego szacunku, w niej mieszka Chrystus, ona jest świątynią Ducha Bożego, jest Namiotem Spotkania mego z Bogiem.
Teraz patrzę na siebie samego w bardzo prozaicznych sytuacjach. Jak to wygląda u mnie? Widzę moją żonę co dzień, stale z nią przebywam. W niej jest Chrystus – czy moje zachowanie wobec niej jest zawsze takie, jak powinno być z racji jej godności dziecka Bożego, obrazu Chrystusa i Świątyni Jego Ducha? Moje do niej odezwania, moje o niej myśli, moje wobec niej gesty i miny? Czy w niej spotykam Boga – czy jest ona dla mnie Namiotem Spotkania?
Mam już zadanie na ten rok: poprawić się.
JuR Nowy Rok 2016
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoje uwagi