Przed Wielkim Postem


Niemal połowa lutego, a już za parę tygodni Wielki Post, trzeba będzie coś postanowić. Doskonale wiem i pamiętam, że wiele z tych moich pobożnych postanowień pozostaje nie do końca zrealizowanych, bo zawsze coś przeszkodziło, zawsze było jakieś “ale” (tutaj każdy może sobie wstawić własne “ale …”).
Chodzi za mną myśl, by w tym roku postąpić nieco inaczej. Nie będę podejmował z góry żadnych konkretnych postanowień. One i tak są zwykle wymyślane nieco na siłę. Myślę, że równie trudne do wypełnienia, a na pewno z dużym pożytkiem nie tylko duchowym ale również ogólnym dla mnie i bliskich będzie podejmowanie nazwijmy je doraźnych postanowień, nasuwających się w różnych sytuacjach w ciągu dnia. Nie odpowiem ostro na zwróconą mi uwagę, będę unikał zaspokajania chwilowych zachcianek, na dodatkowe ciastko, na drugą kawę, na drugą porcję czegoś tylko dlatego, że mi smakuje, itp. Gdy tylko pomyślę, że mogę tego ciastka nie wziąć, to już kropka, ciastko zostaje na stole.

Takie to są te moje myśli, nie do końca jeszcze wiem, czy dobre i czy się zdecyduję, to naprawdę może być niełatwe.

Trochę inaczej, ale też nawiązanie do okresu przed Wielkanocą. W piśmie Restoration, wydawanym przez Madonna House w Combermere, które jest mi bardzo bliskie swoją duchowością, trafiłem na artykuł jednej z członkiń tego zgromadzenia, która pisze o tym, jak to ona sama, zamiatając podłogi i schody, odnalazła drogę naśladowania Chrystusa w  rzetelnym wypełnianiu codziennych, najbardziej zwykłych, nudnych i nie zawsze przyjemnych obowiązków. W jakimś konkretnym przypadku brud z podłogi i schodów, używanych przez wszystkich mieszkańców domu, nawiewany był na nią samą i do niej przylegał. Skłoniło ją to do rozważań, jak to Chrystus idąc na Krzyż wziął na siebie cały brud grzechów świata, by go oczyścić przed Ojcem.

Zasada “duty of the moment –  obowiązek chwili”  - Bóg chce ode mnie dobrego, najlepszego jak potrafię, wykonania takiego zadania, jakie mi w danej chwili zleca czy to poprzez okoliczności, czy poprzez polecenie przełożonego, czy potrzebę bliźniego. Nie rozważania co było przed chwilą, ani planowania, co zrobię i jak zrobię za chwilę, ale pełnej uwagi zwróconej na to, co robię w tej konkretnej chwili. Ona się już nie powtórzy, Ta zasada, będąca jednym z głównych elementów duchowości benedyktyńskiej i konsekwentnie realizowana w Madonna House, jest mi bardzo bliska. Co wcale nie znaczy, że potrafię  naprawdę bez szemrania i bez potknąć, realizować ją w moim własnym życiu. Ale nie można się cofać przed próbami.


JuR         luty 2017

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje uwagi