Modlitwa Ciszy, Modlitwa Głębi
Modlitwa Ciszy, Modlitwa Głębi
Nasze dzisiejsze spotkanie jest poświęcone modlitwie, ale nie tyle modlitwie w ogóle, ile jej pewnej specjalnej formie, zwanej Modlitwą Serca, Modlitwą Ciszy, Medytacją Chrześcijańską, Modlitwą Jednego Słowa lub Monologiczną.
Najstarsze mity, zwyczaje ludowe, wykopaliska archeologiczne, świadczą, że od sformowania pierwszych społeczności ludzkość była świadoma, iż człowiek nie jest bytem niezależnym i przemijającym bezpowrotnie z chwilą śmierci.
Stale pojawiają się postacie bóstw i wiara w życie pozagrobowe. Archeologia odkrywa miejsca pochówku, miejsca kultu i przedmioty kultu religijnego. Są one świadectwem odwiecznej ludzkiej świadomości, że istnieje jakiś byt nadrzędny, któremu podporządkowane jest wszystko, co istnieje. Ten nieznany Byt wyobrażano sobie na wiele sposobów, uobecniano go w świętych drzewach, świętych kamieniach, zwierzętach lub planetach. Z czasem zaczęto też poszukiwać sposobów nawiązania jakiejś głębszej więzi z tym Bytem, zwłaszcza, że zaczęto też zdawać sobie sprawę z jego działania w najgłębszym wnętrzu, w tym, co nazywano i nazywamy do dziś, sercem człowieka. Na Dalekim Wschodzie, który był kolebką wielu wielkich kultur, rozwinęły się metody medytacyjne. W większości zwracają się one ku poszukiwaniu tego Bytu, chociaż nie potrafią go nazwać. Mówiąc w dużym skrócie i nie wnikając w szczegóły każdej z nich, mają one odwracać nas od świata zewnętrznego i prowadzić ku własnemu wnętrzu, w którym powinna panować cisza i spokój, w którym działa jakaś forma tego absolutu, w postaci np. Energii Wszechświata, Ogólnej Harmonii, Praprzyczyny Bytu, itp. Czasem z tego powodu można spotkać ich określenie jako medytacje kosmiczne. Ich wspólną istotą jest technika wyciszania, polegająca na bezruchu ciała i umysłu, na wykluczeniu na czas medytacji wszelkich bodźców fizycznych i psychicznych, poprzez pełne skoncentrowanie się na wielokrotnym powtarzaniu tylko jednego wybranego słowa, zwanego mantrą.
Stale pojawiają się postacie bóstw i wiara w życie pozagrobowe. Archeologia odkrywa miejsca pochówku, miejsca kultu i przedmioty kultu religijnego. Są one świadectwem odwiecznej ludzkiej świadomości, że istnieje jakiś byt nadrzędny, któremu podporządkowane jest wszystko, co istnieje. Ten nieznany Byt wyobrażano sobie na wiele sposobów, uobecniano go w świętych drzewach, świętych kamieniach, zwierzętach lub planetach. Z czasem zaczęto też poszukiwać sposobów nawiązania jakiejś głębszej więzi z tym Bytem, zwłaszcza, że zaczęto też zdawać sobie sprawę z jego działania w najgłębszym wnętrzu, w tym, co nazywano i nazywamy do dziś, sercem człowieka. Na Dalekim Wschodzie, który był kolebką wielu wielkich kultur, rozwinęły się metody medytacyjne. W większości zwracają się one ku poszukiwaniu tego Bytu, chociaż nie potrafią go nazwać. Mówiąc w dużym skrócie i nie wnikając w szczegóły każdej z nich, mają one odwracać nas od świata zewnętrznego i prowadzić ku własnemu wnętrzu, w którym powinna panować cisza i spokój, w którym działa jakaś forma tego absolutu, w postaci np. Energii Wszechświata, Ogólnej Harmonii, Praprzyczyny Bytu, itp. Czasem z tego powodu można spotkać ich określenie jako medytacje kosmiczne. Ich wspólną istotą jest technika wyciszania, polegająca na bezruchu ciała i umysłu, na wykluczeniu na czas medytacji wszelkich bodźców fizycznych i psychicznych, poprzez pełne skoncentrowanie się na wielokrotnym powtarzaniu tylko jednego wybranego słowa, zwanego mantrą.
Rozważmy teraz kilka prawd znanych nam z podstaw naszej wiary. Judaizm i Chrześcijaństwo od początku wiedziały, że tym bytem nadrzędnym jest Bóg, a Chrystus i św. Paweł wyraźnie mówią, że w naszych sercach zamieszkuje nie kto inny, tylko sam Duch Święty. Ten Duch jest naszym najgłębszym, najprawdziwszym Ja, jest samym centrum naszego jestestwa. Pierwsze wieki chrześcijaństwa bardzo intensywnie poszukiwały sposobu nawiązania łączności z tym Duchem, a przynamniej usłyszenia Jego głosu w nas. I z tych poszukiwań zrodziła się, w kręgach tzw. Ojców Pustyni, metoda modlitwy niemal identyczna z medytacjami Dalekiego Wschodu. Ta metoda modlitwy przez wieki praktykowana była głównie w zakonach, gdyż uważano ją za niestosowną dla osób z poza klasztornych murów.
Spójrzmy teraz na nasze czasy, na współczesność. Żyjemy w atmosferze ustawicznego chaosu, niepokojów w sensie zarówno dosłownym fizycznym, takim jak ustawiczne wojny, kataklizmy, akty terrorystyczne i temu podobne, jak i psychicznego, w postaci ustawicznego szumu informacyjnego, z którego już nie potrafimy wyłowić tego, co naprawdę ważne a pominąć to, co jest aktualne tylko w danej krótkiej chwili, co za moment zostanie wyparte nową wiadomością „z ostatniej chwili”, nowym „breaking news”. Powszechna i forsowana przez media i rządy laicyzacja i relatywizacja prawdy pozbawia wielu ludzi jakiegoś głębszego sensu życia, a zwiększona ilość czasu wolnego, czy to dzięki postępowi technicznemu czy wskutek bezrobocia, pozostawia wewnętrzną pustkę, wypełnianą często narkotykami albo seksem traktowanym sportowo-rozrywkowo. Nasze systemy psychiczne nie nadążają za tym, ulegają rozstrojeniu. Służby zdrowia, a zwłaszcza psychologowie na całym świecie obserwują narastającą liczbę rożnego rodzaju depresji, prowadzących niejednokrotnie do samobójstw lub do tak ostatnio głośnej eutanazji na żądanie, nawet wśród ludzi bardzo młodych, nastolatków. Wykluczenie, czasem wręcz negowanie religii zrujnowało stabilny fundament życia, płaszczyznę odniesienia dla pojęć prawdy, dobra i zła. Kruszymy skałę, na której ludzkoś trwała od zarania dziejów, a budujemy dom na piasku, jak z przypowieści Chrystusa.
W tzw. zachodnim kręgu kulturowym obserwuje się spontaniczną, chociaż często nieświadomą, obronę przed tym, w postaci dużego zainteresowania różnymi technikami wyciszania, głównie znanymi od wieków metodami z Dalekiego Wschodu, takimi jak joga, medytacja zen, medytacja transcedentalna, i podobne. Działa już na tym polu całkiem szeroko rozbudowany rynek, niestety nie zawsze oferujący najlepsze produkty i jak zwykle nastawiony głównie na zysk. Jednocześnie techniki medytacyjne jako formę terapii coraz częściej zalecają poważni psychoterapeuci. To tyle od strony świeckiej.
W sferze religijnej tak się złożyło, widocznie znowu zadziałał tutaj Duch Święty, że niemal jednocześnie dwóch mnichów katolickich, z dwóch różnych zakonów, benedyktyn i trapista, zaczęli pracować nad dostosowaniem wspomnianych wcześniej starożytnych metod modlitwy medytacyjnej, zalecanych przez Ojców Pustyni, a potem przez szereg mistyków i nauczycieli modlitwy, do naszych współczesnych warunków. Ich prace i nauczanie okazały się na tyle „na czasie” i potrzebne, że bardzo szybko wyszły niejako poza klasztorne mury i zaczęły zyskiwać na znaczeniu w świecie świeckim. Tak zrodziły się współczesne metody nazywane Modlitwą Ciszy, Modlitwą Głębi, Modlitwą Serca, Medytacją Chrześcijańską, Modlitwą Jednego Słowa lub Monologiczną.
Tak więc, mieszka w nas Duch Święty i wciąż jest w gotowości by nam pomagać i nas prowadzić, tylko pojawia się pytanie jak my na to reagujemy, czy w ogóle Go słuchamy, i czy chcemy i potrafimy usłyszeć Jego głos w naszym wnętrzu. W Jego mocy jest uwolnić nas od tego bezwartościowego szumu świata, jednak nie będzie On działał wbrew naszej woli. Nie zamierza też porwać nas w obłoki i pozbawić kontaktu z życiem tu i teraz. Przeciwnie, Jego zamiarem jest skierować nas ku prawdziwie istotnym i ważnym wartościom również w życiu bieżącym. Można to porównać do przeniesienia nas z okrętu płynącego po wzburzonym morzu, miotanego falami raz tu, raz tam, do łodzi podwodnej, płynącej stałym wybranym kursem w głębinie pod tymi falami, tam, gdzie już te powierzchniowe burze nie docierają. To jest właśnie celem medytacji.
Na medytacje, niezależnie od ich głębszego zróżnicowania, można spojrzeć z dwóch poziomów: jako na techniki relaksacyjne i terapeutyczne w świecie ustawicznego napięcia i stresów, oraz na ich wymiar duchowy czy mistyczny. Muszę jednak podkreślić, że nawet w tej modlitewnej formie medytacji ujawniają się jej cechy terapeutyczne, co zresztą nie powinno nas niepokoić podejrzeniem o jakąś magię, bo przecież sam Chrystus uzdrawiał i rozsyłając swych uczniów na pierwszą „misję” dał im nie tylko moc, ale wręcz nakaz uzdrawiania wszelkich chorób, a w naszych kościołach praktykowane są Msze Uzdrowieniowe.
Patrząc na medytacje w zastosowaniach terapeutycznych znajdujemy potwierdzenie ich skuteczności w szeregu badań nauk medycznych, zwłaszcza neurologii, psychologii i fizjologii, zajmujących się funkcjonowaniem mózgu. Potwierdzają one, że
w czasie medytacji następują istotne, korzystne przesunięcia aktywności poszczególnych obszarów w mózgu. Medytacja wywiera fizyczny wpływ na mózg już po kilku tygodniach praktyki. Regularna praktyka popularnych form medytacji wyraźnie wpływa na zdrowie i organizm człowieka, zmniejsza stresy, pobudza pozytywne emocje, poprawia samokontrolę w relacjach międzyosobowych. To tę właśnie sferę wykorzystuje terapeutyka.
Nas interesuje teraz głównie ten drugi aspekt, mianowicie religijny i duchowy. Tutaj trzeba koniecznie zwrócić uwagę na różnice pomiędzy tymi medytacjami które nazwaliśmy ogólnie kosmicznymi, a naszą medytacją chrześcijańską, którą określamy terminami Modlitwy Ciszy, Modlitwy Serca, Medytacji Chrześcijańskiej, Medytacji Monologicznej (Modlitwy Jednego Słowa) i podobnymi. Na pierwszy rzut oka są one do siebie podobne. Widząc siedzących obok siebie i medytujących buddystę i chrześcijanina, nie potrafimy powiedzieć, który jak medytuje. Istota tkwi w ich sercach, w tym ku komu, czy ku czemu, się zwracają. Praktyki wschodnie zmierzają do oczyszczenia umysłu z jakichkolwiek myśli i wyobrażeń, lub do wyzwolenia jakiegoś specjalnego stanu emocjonalnego, np. poczucia niebytu. My patrzymy na nią, jako na formę modlitwy, jako na sposób wsłuchania się w głos Boga, stale zagłuszany w nas przez wrzawę świata o której wspomniałem na początku.
Co to w ogóle jest modlitwa, jak ją określić, jakie są jej formy i rodzaje? Modlitwa jest byciem i rozmową z Bogiem – jest rozmową, a więc biorą w niej udział dwie strony. Nasza modlitwa może być prośbą, dziękczynieniem, przebłaganiem, skargą,. W każdej z tych form dochodzi do słownego sformułowania naszych intencji, nawet jeśli odbywa się to tylko w myślach. W każdej z nich mówimy coś do Pana Boga, coś Panu przekazujemy, chcemy wejść w jakąś relację z Bogiem, czy też tę relację pogłębić. To bardzo dobrze, ale to nie wystarcza, by mówić o naszej więzi z Panem Bogiem, bo do prawdziwej więzi potrzebna jest obustronna wymiana, więź jest aktem dwustronnym. Tymczasem takie modlitwy właściwie są monologami, my stale zagadujemy Pana, nie dając mu szansy, by On coś przekazał nam. Nasze Ja jest tak zaabsorbowane sobą i swoimi problemami i wyobrażeniami świata, że nie dochodzi do nas głos Ducha Świętego, o którym Biblia wielokrotnie mówi, że w nas mieszka i stale czeka w gotowości by nas prowadzić przez życie. I tutaj właśnie jest miejsce na modlitwę medytacyjną. W literaturze można spotkać wiele pokrewnych określeń, często używanych zamiennie, a często określających nieco różniące się między sobą formy.
Wyraźna różnica występuje pomiędzy medytacją dyskursywną a medytacją monologiczną, albo bezsłowną. W medytacji dyskursywnej, taką jest np. metoda ignacjańska, wprowadzona przez św. Ignacego Loyolę w jego Ćwiczeniach Duchowych, staramy się myślą wniknąć w wybraną scenę z Pisma Świętego, wywołać w sobie jej obraz i następnie wyobrazić sobie siebie jako jej uczestnika. W tej formie medytacji angażujemy aktywnie wszystkie swoje władze umysłowe
i emocjonalne. W medytacji monologicznej, lub inaczej modlitwie głębi lub modlitwie ciszy, przeciwnie, staramy się wyciszyć aktywność umysłu, by wejść na ten poziom naszego bytu, na którym panuje już absolutna cisza, która jest przejawem obecności Boga. Stajemy przed Bogiem i po prostu milczymy, jak Maria u stóp Jezusa.
Dalej będę mówił o tej właśnie formie. W tej modlitwie staramy się oderwać od wszelkich myśli, obrazów, wyobrażeń, uczuć, a całą uwagę skierować ku swemu najgłębszemu wnętrzu, ku Duchowi, który tam przebywa i czeka na naszą uwagę. O tym jak tę modlitwę praktykować powiem za chwilę, teraz chciałbym tylko przypomnieć, że nie należy jej mylić lub utożsamiać z tymi wspomnianymi wcześniej medytacjami kosmicznymi, chociaż stosowane techniki, ale, podkreślam, tylko techniki, są podobne. Jak mówiłem, ta forma modlitwy znana jest w Chrześcijaństwie od pierwszych wieków, ale była traktowana jako forma dostępna głównie dla osób szczególnie wybranych, z reguły wewnątrz murów klasztornych, i tam też nie dla wszystkich i po wiekach właściwie została zapomniana. Została odkryta ponownie i niejako wyprowadzona w świat świecki i rozpowszechniona głównie przez dwóch współczesnych nam mnichów, benedyktyna Johna Maina oraz trapistę Thomasa Keatinga.
Ciekawa historia wiąże się z wspomnianym Johnem Mainem, którym właściwie pokierował przypadek, ale, jak powszechnie wiadomo, w każdym przypadku jest umaczany przynajmniej koniuszek Bożego palca. Tym koniuszkiem Bożego palca stal się tym razem młody człowiek który zwrócił się do przeora jednego z zakonów benedyktyńskich w Anglii z prośbą o informacje o Chrześcijaństwie, jako jednej z wielu religii. Sprawa trafiła do zakonnika Johna Maina. Chcąc się studenta pozbyć tanim kosztem, John zalecił mu przestudiowanie pism 4-to wiecznego mnicha Jana Kasjana. Niestety, pytaniami tego młodzieńca sam też został jakoś do tego zmuszony. I oto okazało się, że Jan Kasjan pisze między innymi o modlitwie niemal dokładnie to, czego John, jeszcze przed wstąpieniem do zakonu, jako cywil i dyplomata w brytyjskiej służbie kolonialnej na Manilach, dowiedział się tam o medytacji. A Kasjan przejął te nauki od swych mistrzów, Ojców Pustyni, a więc od ludzi, którzy całe swe życie poświęcali modlitwie i poszukiwaniu więzi z Bogiem. Ojciec Main zrozumiał, że taka forma modlitwy, takie kompletne wyciszenie, jest potrzebne naszemu światu i jest dostępne nie tylko dla wybrańców za klasztornymi murami, ale też i przede wszystkim dla nas wszystkich, żyjących „normalnym”, świeckim życiem, i że właśnie nam jest to najbardziej potrzebne. Do podobnych wniosków, chociaż inną drogą doszedł trapista O. Thomas Keating. Początkowo nauczał tej formy modlitwy zakonników w swym własnym klasztorze, później wieść rozniosła się po innych zgromadzeniach, a wkrótce wydostała się poza klasztorne mury i spotkała się z takim zainteresowaniem, że niemal wymusiła organizowanie spotkań i prelekcji medytacyjnych dla osób świeckich wszystkich stanów i zawodów. Obecnie funkcjonują dwie szkoły modlitwy medytacyjnej o zasięgu ogólno-światowym, jedna wg metody O. Johna Word Community for Christian Meditation (WCCM, w Polsce Światowa Wspólnota Medytacji Chrześcijańskiej) i druga wg. O. Thomasa Contemplative Outrich (w Polsce pod nazwą Ruch Odnowy Kontemplacyjnej).
Wspomniani Ojcowie Pustyni, a po nich Jan Kasjan, św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avila i szereg innych mistyków i nauczycieli modlitwy nauczali o potrzebie milczenia i wewnętrznego wyciszenia, uwolnienia umysłu od wszelkich zbędnych słów, myśli czy obrazów. Nie o to chodzi by pozbyć się świadomości istnienia, by stać się na ten okres istotą bezmyślną, ale o to, by całą uwagę skierować na najgłębszą istotę naszego bytu, wsłuchać się i usłyszeć głos Ducha Świętego. Osiągamy to poprzez uważne powtarzanie w myślach jednego słowa, albo wezwania, i w taki sposób uspokajamy nieuporządkowane, chaotyczne impulsy umysłu. My nie mamy nic do ofiarowania Bogu, On też nie oczekuje od nas ofiar z kozłów, wołów, czy innych dóbr ziemskich. Jedyne, czego od nas oczekuje, czego pragnie, to nasza uwaga, nasze całe serca nie zaprzątnięte mnóstwem drobnych spraw i trosk.
Na czym właściwie ta forma modlitwy polega? Jest to modlitwa bardzo prosta, lecz z góry powiem, że nie jest łatwa. Polega na wielokrotnym powtarzaniu w myślach, „w sobie”, nie słowami i nie wargami, ale niejako wdechem i wydechem, jednego słowa lub wybranej krótkiej frazy, zachowując absolutny bezruch ciała, i ignorując wszelkie inne myśli, przez około 20 do 30 minut, najlepiej dwa razy dziennie. Spróbujmy teraz parę minut. Co zrobić:
· siadamy tak, by ciało było odprężone, ale nie w pozycji usypiającej
· siedzimy nieruchomo; to wyraża uwagę i szacunek
· kręgosłup wyprostowany: ciało jest wówczas uważne i czujne
· oddychamy normalnie, ale głęboko, najkorzystniej przeponą
· pozostajemy odprężeni, ale uważni - to wyraża pokój
· lekko przymkamy oczy i rozpoczynamy powtarzanie świętego słowa (mantry): Jezu, Boże, Ma-ra-na-tha, lub inne do wyboru
· powtarzamy swoje słowo modlitewne podczas całego czasu medytacji
· rozproszeń nie zwalczamy, ale je ignorujemy
Proste, ale nie łatwe – prawda? Wspomniałem o tej modlitwie krótko w czasie naszego spotkania poświęconego Modlitwie Jezusowej. Są one bardzo do siebie podobne, mają wspólne korzenie u Ojców Pustyni w pierwszych kilku wiekach Chrześcijaństwa. Różnią się tym, że medytacja wymaga dużej dyscypliny wewnętrznej i wydzielenia sobie na nią czasu i spokojnego miejsca, podczas gdy Modlitwę Jezusową można praktykować w każdym czasie i okolicznościach, nie absorbujących umysłowo. Medytacja wymaga pełnej uwagi, nie rozpraszanej niczym ani z
zewnątrz ani naszymi własnymi myślami. Poprzez wymóg dyscypliny ciała i umysłu, bezruch i opanowanie rozproszeń, kształtuje dodatkowo naszą osobowość, zwiększa naszą umiejętność zwaną uważnością. Koncentrując uwagę na powtarzaniu tylko jednego świętego słowa, zwanego też mantrą, przebija niejako warstwę rozproszeń blokujących nasz kontakt z naszym własnym, najgłębszym i prawdziwym Jai uwalnia je ze wszystkich pozorów spowodowanych tym, że stale, chociaż często nawet nieświadomie, jesteśmy wewnętrznie rozbici, udajemy kogoś innego niż naprawdę jesteśmy, po to, by niejako dopasować się do otoczenia. Uwalniając nas od tych pozorów i przebijając warstwę rozproszeń uwalnia i dopuszcza do głosu działającego w naszym najgłębszym centrum Ducha Świętego. Poprzez wymóg absolutnego bezruchu angażujemy w modlitwie całego siebie, nie tylko naszego ducha, ale też nasze ciało, modli się więc w tym czasie nasze ciało i nasz duch jako jedność, nasza osobowość ulega scaleniu. W czasie tych kilkudziesięciu minut medytacji nie obserwujemy i nie spodziewamy się żadnych jej owoców. One stają się widoczne w codziennym życiu, a nie w czasie samej modlitwy. Modlitwa Głębi oswaja nas z językiem Boga jakim jest CISZA, prowadzi do pogłębienia wiary w Jego niezmienną i nieprzemijającą obecność. Ta modlitwa nie zastępuje i nie może zastąpić innych form modlitwy, natomiast bardzo wzbogaca zrozumienie i praktykę tych innych form. Jest ona odpowiedzią jaką dajemy Duchowi Chrystusa wyrażając naszą zgodę na obecność i działanie Boga w naszym wnętrzu.
Taka refleksja związana z wspomnianymi na początku medytacjami kosmicznymi. Mówiłem, że wiele z nich jest wyrazem odwiecznego poszukiwania jakiegoś nadrzędnego Bytu. I oto co się okazuje w naszych czasach – otóż współczesna nauka, nie związana z żadną religią, w szeregu dziedzinach prowadzi do wniosków, które wskazują że taki Byt istnieje. Wielu naukowców mówi o spójności świata i jednej jego zasadzie, która wyraża się w funkcjonowaniu wszechświata według jednego wielkiego, uniwersalnego wzoru. Doszli do tego głównie dzięki dociekaniom, które z dostępnych naszym zmysłom rzeczywistości prowadzą do wniosków sięgających poza pole badań dostępnych naukom empirycznym. Nie definiują tego uniwersalnego wzoru ani go nie nazywają, jednak dostrzegają jego istnienie. My, ludzie wierzący, rozumiemy, że tym uniwersalnym wzorem jest działanie Boga.
Słyszałem przed laty takie stwierdzenie, które doskonale to wyraża: ilekroć jakiś naukowiec wspina się mozolnie po zboczu naukowej góry, spotyka na jej szczycie siedzącego tam od dawna teologa.
Pozwólcie Państwo, że na koniec pokażę dwie ilustracje z ogłoszenia Piotra o naszym dzisiejszym spotkaniu. One będą znakomitym podsumowaniem.
JuR, marzec 2017, tekst ze spotkania Polonii North
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoje uwagi